W poscie na temat dowodu pana Kenneth'a Arrow na nie istnienie mozliwosci podjecia wyboru w tzw. 'demokracji' zwróciłem uwage na bardzo istotna rzecz. Jezeli nie istnieje demokracja to kto wybiera polityków? - moze powstac pytanie. Prawda niestety jest taka ze demokracja to tylko obraza człowieka inteligentnego. Politycy wybierani sa z tłumu... a tłum zawsze sie myli i nigdy niemozna wskazac odpowiedzialnych. Z tąd ciągła degrengolada i pytanie kto głosował na kogo. Tak naprawde to i tak nie ma wiekszego znaczenia. Chyba każdy to rozumie. Istnieje tylko takie powszechne przekonanie siły tłumu mocy tłumu inaczej zwanej solidarnoscia społeczna czy czyms takim. Prawda niestety jest całkiem odmienna. I wydaje sie ze najbardziej absurdalne rozwiazanie jest prawdziwe - jesli tyczy sie tego jak to naprawde jest z tym pożądkiem świata. Wydawać by sie mogło że to statek widmo który nie ma juz kapitana a załoga urządziła sobie demokracje... Co chwile nowy kapitan stara sie wypic jak najwiecej rumu i nacieszyc sie jak najdłużej władza. Spotkanie z góra lodowa pewne... Zreszta jak to mówił śp. Milton Friedman - Gdy samolot spada jest takie piekne uczucie nieważkości, a potem trzask. Jak to mówił śp. Fryderyk von Hayek w swojej książce "Droga do zniewolenia" - socjalizm, jako ze wymaga centralnego planowania w gospodarce jest obarczony wysokim ryzykiem przekształcenia sie w ustrój totalitarny. Miejmy tylko nadzieje ze przyszły władzca totalny bedzie rozsadnym człowiekiem - chociaz to raczej tylko nadzieja. Moze sie ktoś zdziwi ze uzywam tego typu słów jak socjalizm. Przecież sie skonczył! - ktos powie. I bedzie to najbardziej naiwne zdanie jakie usłysze. Zreszta pisałem już o tym. A wracajac do ustroju totalnego to w chile za rządów Augusto José Ramón Pinochet Ugarte nie było tak zle. No moze tym którzy byli jego przeciwnikami politycznymi sie to nie podoba ... bo ich zabito. No cóż sam chetnie powiesiłbym za jaja niektórych polityków. Ale gospodarka dzieki niemu, a własciwie dzieki reforma tzw. chicago boys staneła na nogi. Tam przynajmniej ktos podejmuje decyzje... U na s, czy w 'demokracji' podejmuje sie decyzje zawsze błedne i zawsze skorumpowane i nigdy nie ma winnych. Zreszta nawet według Marksa jesli dobrze pamieta... Wystarczy w panstwie zaprowadzic demokracje a samo zmieni sie w socjalizm.
Tuesday, December 30, 2008
Monday, December 29, 2008
EU = Eurosocialism
Temat zaczerpnołem z rewolucjajestteraz.blogspot.com
Jak się rozmawia na unijnych salonach? Cohn Bendit myśli, że jest nadal na paryskiej barykadzie, a irlandzki polityk ignoruje decyzję swoich rodaków. To cud, że Vaclavowi Klausowi nie puściły nerwy.
Jako pierwsi przedstawiamy w języku polskim zapis dyskusji, o której mówi cała polityczna Europa. Miała miejsce w piątek 5 grudnia w Pradze, gdzie prezydent Czech Vaclav Klaus był w skandaliczny sposób pouczany przez oficjeli Unii Europejskiej.
Vaclav Klaus:
Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim. Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił, że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio przygotowane.
Hans-Gert Pöttering:
Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979 roku, całe swoje życie jestem „na usługach Europy". To, że Czechy są obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu. Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw kolegę Schulza.
Martin Schulz:
W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.
Vaclav Klaus:
(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.
Martin Schulz:
(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.
Graham Watson:
Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski, hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność, która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury „europejskiego domu", ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.
Daniel Cohn-Bendit:
Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.
Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley'em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.
Vaclav Klaus:
Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu - przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.
Hans-Gert Pötering:
Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.
Vaclav Klaus:
To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.
Daniel Cohn-Bendit:
Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze. A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana instruował.
Brian Crowley:
Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej. Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie. Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą Traktatu Lizbońskiego. Przez fakt, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się Pan z Ganley'em, dopuścił się Pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.
Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan obywatelom europejskim.
Francis Wurz:
Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej sprawie, Panie Prezydencie.
Hanne Dahl:
Panie Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.
Jak już Pan powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie, a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem, ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE. Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu. Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można sprzeciwić się traktatom. Jestem dumna z tego, że nie przyjęliście wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.
Irena Belohorská:
Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.
Vaclav Klaus:
Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.
Przede wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996 roku, a w 2003 roku podpisałem Traktat Akcesyjny.
Porozumienie w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań, krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.
Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju, a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.
Brian Crowley:
Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.
Vaclav Klaus:
Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z referendum.
Odnośnie Traktatu Lizbońskiego - u nas nie jest on ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole. Najpierw musi o tym zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował. Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie kierował zasadą racjonalności.
Prawo antydyskryminacyjne - jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.
Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej - to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.
Kryzys finansowy - jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach 1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być zaletą.
Odnośnie radaru - w tym wypadku Czechy mają swobodę decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich. Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy odpowiednią umowę.
Hans-Gert Pöttering:
Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.
Martin Schulz:
Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie" dla Traktatu, trzeba respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii, w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi Lizbońskiemu „tak"?
Vaclav Klaus:
W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji, rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich, bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu międzyrządowego.
Hans-Gert Pöttering:
Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.
Wreszcie chciałbym coś powiedzieć i opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne. Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie jesteśmy naiwni.
Vaclav Klaus:
Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.
Dziękuję Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i premierami krajów członkowskich UE.
Źródło: Lidovky.cz
Oryginał tutaj
Arrow's impossibility theorem
Pan Kenneth J. Arrow był ekonomista amerykanski, który w 1972 dostał Nobla z ekonomi.
Jego słynne twierdzenie -general posibility theorem
Udowadnia ze cos takiego jak demokracja NIE ISTNIEJE.
Jesli jest wiecej niz 2 wybierajacych i wiecej jak 3 mozliwosci wyboru - to nie jest mozliwe wybrac prawidłowe rozwiazanie.
Twierdzenie Arrowa
Brak wersji przejrzanej
Twierdzenie Arrowa (o niemożności) – sformułowane w 1951 roku przez ekonomistę Kennetha Arrowa[1].
Wykazał on, że, po przyjęciu pewnych założeń co do oczekiwanej racjonalności decyzji grupowych, skonstruowanie satysfakcjonującej (spełniającej te założenia) metody podejmowania grupowych decyzji jest niemożliwe
1 Założenia
2 Teza
3 Zastosowania
4 Przypisy
5 Bibliografia
Założenia
Uniwersalność – procedura głosowania musi na podstawie rankingu preferencji każdego z głosujących wybrać w sposób deterministyczny (bez udziału elementu losowego) ranking preferencji grupy. Nie możemy w pewnych sytuacjach stwierdzić, że "decyzji nie osiągnięto", czy też wylosować wyniku.
Suwerenność – każdy wynik powinien być możliwy do osiągnięcia przez pewną kombinację głosów. Wykluczamy więc procedury, w których pewne rozstrzygnięcia są niemożliwe niezależnie od woli wyborców.
Brak dyktatury – wynik głosowania zależy od głosów więcej niż jednego uczestnika.
Monotoniczność – jeśli wyborca zmieni preferencje podnosząc ranking jednej z opcji, wynik musi albo zwiększyć ranking tej opcji, albo pozostawić go na tym samym miejscu, nie może go zaś obniżyć.
Niezależność nieistotnych alternatyw – jeśli ograniczymy zakres opcji do dowolnego podzbioru, względna kolejność opcji w wyniku musi pozostać taka sama jak w pełnym zbiorze. Czyli jeśli pełny zakres opcji to A, B, C, D, E, i wynikiem procedury jest kolejność C D E A B, to względna kolejność C A B musi zostać taka sama niezależnie od tego jak zmieniałyby się preferencje dla D i E.
Teza
Twierdzenie mówi, że jeśli jest przynajmniej dwóch głosujących i przynajmniej trzy możliwości, nie da się zbudować takiej metody podejmowania decyzji, która spełniałaby powyższe kryteria.
Zastosowania
Większość systemów podejmowania decyzji w dość rażący sposób łamie niektóre z powyższych założeń. Istnieją jednak systemy (takie jak system Condorceta), które lekko osłabiają jedynie niektóre z założeń, zwykle założenie niezależności nieistotnych alternatyw.
Twierdzenie to ma istotne implikacje dla teorii demokracji, podkreśla bowiem rolę instytucji w procesie podejmowania decyzji i kwestionuje (podobnie jak np. Paradoks Condorceta) potoczne przekonanie o "demokratyczności" decyzji podejmowanych metodą głosowania.
Przypisy
↑ Arrow, Kenneth Social Choice and Individual Values (1951)
Bibliografia [edytuj]
Marek M. Kamiński "Twierdzenie Arrowa: przykład zastosowania metody aksjomatycznej w naukach społecznych", Studia Socjologiczne, nr 3-4, 1994.
Oryginał twierdzenia matematycznego tutaj.
Ponieważ wikipedia polska jest dość uboga jesli chodzi o ten temat, jakże ważny. A jednak nie dostrzegany przez ludzi - zreszta co sie dziwic. Tego nazwiska nie znaja nawet ludzie po studiach ekonomicznych. Pomimo ze pan Arrow dostał nobla z ekonomi. Za to znaja Keynes'a i to im wystarczy w socjalizmie.
Formal statement of the theorem
Let A be a set of outcomes, N a number of voters or decision criteria. We shall denote the set of all full linear orderings of A by L(A) (this set is equivalent to the set S | A | of permutations on the elements of A).
A (strict) social welfare function is a function which aggregates voters' preferences into a single preference order on A. The N-tuple of voter's preferences is called a preference profile. In its strongest and most simple form, Arrow's impossibility theorem states that whenever the set A of possible alternatives has more than 2 elements, then the following three conditions become incompatible:
unanimity, or Pareto efficiency
If alternative a is ranked above b for all orderings , then a is ranked higher than b by . (Note that unanimity implies non-imposition).
non-dictatorship
There is no individual i whose preferences always prevail. That is, there is no such that .
independence of irrelevant alternatives
For two preference profiles and such that for all individuals i, alternatives a and b have the same order in Ri as in Si, alternatives a and b have the same order in as in .
[edit]
Informal proof
Based on the proof by John Geanakoplos of Cowles Foundation, Yale University.[2]
We wish to prove that any social choice system respecting unrestricted domain, the Weak Pareto Principle (WP), and independence of irrelevant alternatives (IIA) is a dictatorship.
Say there are three choices for society, call them A, B, and C. Suppose first that everyone prefers option B the least. That is, everyone prefers every other option to B. By the Weak Pareto Principle, society must prefer every option to B, since if everyone prefers something to B, it must have a higher social ranking by WP. Specifically, society prefers A and C to B. Call this situation Profile 1.
On the other hand, if everyone preferred B to everything else, then society would have to prefer B to everything else by WP. So it is clear that, if we take Profile 1 and, running through the members in the society in some arbitrary but specific order, move B from the bottom of each person's preference list to the top, there must be some point at which B moves off the bottom of society's preferences as well, since we know it eventually ends up at the top.
We now want to show that, during this process, at the point when the pivotal voter n moves B off the bottom of his preferences to the top, the society's B moves to the top of its preferences as well, not to an intermediate point.
To prove this, consider what would happen if it were not true. Then society would have some option it prefers to B, say A, and one less preferable than B, say C. (If otherwise, just swap A's and C's names).
Now if each person moves his preference for C above A, then society would prefer C to A by WP. By the fact that A is already preferred to B, C would now be preferred to B as well in the social preference ranking. But moving C above A shouldn't change anything about how B and C compare, by independence of irrelevant alternatives. That is, since B is either at the very top or bottom of each person's preferences, moving C or A around doesn't change how either compares with B. We have reached an absurd conclusion.
Therefore, when all the voters through voter n have moved B from the bottom of their preferences to the top, society moves B from the bottom all the way to the top, not some intermediate point.
In the second part of the proof, we show how voter n can be a dictator over society's decision between A and C. Call the case with all voters up to n having B on the bottom of their preferences and the rest with B at the top Profile 2. Call the case with all voters up through n having B on the bottom and the rest having B on the top Profile 3.
Now suppose everyone up to n ranks B at the bottom, n ranks B below A but above C, and everyone else ranks B at the top. As far as the A-B decision is concerned, this organization is just as in Profile 2, which we proved puts B below A (in Profile 2, B is actually at the bottom of the social ordering). C's new position is irrelevant to the B - A ordering for society because of IIA. Likewise, n's new ordering has a relationship between B and C that is just as in profile III, which we proved has B above C (B is actually at the top). Hence we know society puts A above B above C. And if person n flipped A and C, society would have to flip its preferences by the same argument. Hence person n gets to be a dictator over society's decision between A and C.
Since B is irrelevant (IIA) to the decision between A and C, the fact that we assumed particular profiles that put B in particular places doesn't matter. This was just a way of finding out, by example, who the dictator over A and C was. But all we need to know is that he exists.
Finally, we want to show that the dictator can also dictate over the A - B pair and over the C - B pair. Consider that we have proven that there are dictators over the A - B, B - C, and A - C pairs, but they are not necessarily the same dictator. However, if you take the two dictators who can dictate over A - B and B - C, for example, they together can determine the A - C outcome, contradicting the idea that there is some third dictator who can dictate over the A - C pair. Hence the existence of these dictators is enough to prove that they are the same person, otherwise they would be able to overrule one another, a contradiction.
[edit]
Interpretations of the theorem
Arrow's theorem is a mathematical result, but it is often expressed in a non-mathematical way with a statement such as "No voting method is fair", "Every ranked voting method is flawed", or "The only voting method that isn't flawed is a dictatorship". These statements are simplifications of Arrow's result which are not universally considered to be true. What Arrow's theorem does state is that a voting mechanism cannot comply with all of the conditions given above simultaneously for all possible preference orders.
Arrow did use the term "fair" to refer to his criteria. Indeed, Pareto efficiency, as well as the demand for non-imposition, seems trivial. Various theorists have suggested weakening the IIA criterion as a way out of the paradox. Proponents of ranked voting methods contend that the IIA is an unreasonably strong criterion, which actually does not hold in most real-life situations. Indeed, the IIA criterion is the one breached in most useful voting systems.
Advocates of this position point out that failure of the standard IIA criterion is trivially implied by the possibility of cyclic preferences. If voters cast ballots as follows:
7 votes for A > B > C
6 votes for B > C > A
5 votes for C > A > B
then the net preference of the group is that A wins over B, B wins over C, and C wins over A. In this circumstance, any system that picks a unique winner, and satisfies the very basic majoritarian rule that a candidate who receives a majority of all first-choice votes must win the election, will fail the IIA criterion. Without loss of generality, consider that if a system currently picks A, and B drops out of the race (as e.g. in a two-round system), the remaining votes will be:
7 votes for A > C
11 votes for C > A
Thus, C will win, even though the change (B dropping out) concerned an "irrelevant" alternative candidate who did not win in the original circumstance.
So, what Arrow's theorem really shows is that voting is a non-trivial game, and that game theory should be used to predict the outcome of most voting mechanisms. This could be seen as a discouraging result, because a game need not have efficient equilibria, e.g., a ballot could result in an alternative nobody really wanted in the first place, yet everybody voted for.
Note, however, that not all voting systems require (or even allow), as input, a strict ordering of all candidates. These systems may then trivially fail the universality criterion. Some systems may satisfy a version of Arrow's theorem with some reformulation of universality and independence of irrelevant alternatives; Warren Smith claims that range voting is such a system.
[edit]
Other possibilities
The preceding discussion assumes that the "correct" way to deal with Arrow's paradox is to eliminate (or weaken) one of the criteria. The IIA criterion is the most natural candidate. Yet there are other "ways out".
Duncan Black has shown that if there is only one agenda by which the preferences are judged, then all of Arrow's axioms are met by the majority rule. Formally, this means that if we properly restrict the domain of the social welfare function, then all is well. Black's restriction, the "single-peaked preference" principle, states that there is some predetermined linear ordering P of the alternative set. Every voter has some special place he likes best along that line, and his dislike for an alternative grows larger as the alternative goes further away from that spot. For example, if voters were voting on where to set the volume for music, it would be reasonable to assume that each voter had their own ideal volume preference and that as the volume got progressively too loud or too quiet they would be increasingly dissatisfied. In such a restricted case, Arrow's theorem doesn't apply: in particular, it lacks an unrestricted domain.
Indeed, many different social welfare functions can meet Arrow's conditions under such restrictions of the domain. It has been proved, however, that under any such restriction, if there exists any social welfare function that adheres to Arrow's criteria, then the majority rule will adhere to Arrow's criteria.[3] Under single-peaked preferences, then, the majority rule is in some respects the most natural voting mechanism.
Another common way "around" the paradox is limiting the alternative set to two alternatives. Thus, whenever more than two alternatives should be put to the test, it seems very tempting to use a mechanism that pairs them and votes by pairs. As tempting as this mechanism seems at first glance, it is generally far from meeting even the Pareto principle, not to mention IIA. The specific order by which the pairs are decided strongly influences the outcome. This is not necessarily a bad feature of the mechanism. Many sports use the tournament mechanism—essentially a pairing mechanism—to choose a winner. This gives considerable opportunity for weaker teams to win, thus adding interest and tension throughout the tournament. In effect, the mechanism by which the choices are limited to two candidates is best considered as a part of the balloting system, and hence Arrow's theorem applies.
There has developed an entire literature following from Arrow's original work which finds other impossibilities as well as some possibility results. For example, if we weaken the requirement that the social choice rule must create a social preference ordering which satisfies transitivity and instead only require acyclicity (if a is preferred to b, and b is preferred to c, then it is not the case that c is preferred to a) there do exist social choice rules which satisfy Arrow's requirements.
Economist and Nobel prize winner Amartya Sen has suggested at least two other alternatives[4]. He has offered both relaxation of transitivity and removal of the Pareto principle. He has shown the existence of voting mechanisms which comply with all of Arrow's criteria, but supply only semi-transitive results.
Also, he has demonstrated another interesting impossibility result, known as the "impossibility of the Paretian Liberal". (See liberal paradox for details). Sen went on to argue that this demonstrates the futility of demanding Pareto optimality in relation to voting mechanisms.
Advocates of approval voting consider unrestricted domain to be the best criterion to weaken. In approval voting, voters can only vote 'for' or 'against' each candidate, preventing them from making distinctions between their favored candidates and merely acceptable ones.
Advocates of range voting also consider unrestricted domain to be the best criterion to violate—but instead of limiting voter options like approval voting, range voting increases the number of voter options beyond what Arrow's Theorem allows.
[edit]
Scalar rankings from a vector of attributes and the IIA property
The IIA property might not be satisfied in human decision-making of realistic complexity because the scalar preference ranking is effectively derived from the weighting—not usually explicit—of a vector of attributes (one book dealing with the Arrow theorem invites the reader to consider the related problem of creating a scalar measure for the track and field decathlon event—e.g. how does one make scoring 600 points in the discus event "commensurable" with scoring 600 points in the 1500 m race) and this scalar ranking can depend sensitively on the weighting of different attributes, with the tacit weighting itself affected by the context and contrast created by apparently "irrelevant" choices. Edward MacNeal discusses this sensitivity problem with respect to the ranking of "most livable city" in the chapter "Surveys" of his book MathSemantics: making numbers talk sense (1994).
oryginał tutaj.
Wednesday, December 24, 2008
Arbacht macht frei
Dziś przy kolacji wigilijnej zyczono mi różnych pieknych zeczy. Czesto powtarzało sie życzenie azebym "miał dobrą pracę". Mi sie tylko tak troche smiać chciało, bo przypomniało mi sie ze ta idea nie jest nowa wkoncu, praca to główna idea Marksa i Engelsa, no ogólnie socjalistów takich jak A. Hitler tez, z reszta nawet widnieje taki napis na wejsciu do obozu w Austwich - "Arbacht macht frei" jak wszyscy pamietają. Zreszta główna teza feministek. Kobiety chca byc wolne czyli móc pracować. Zupełny nonsens notabene. No cóż, w systemie monetranym niestety motywacja człowieka jest pieniądz, a zeby go miec trzeba zarabiac - czy jak ja to okreslam - spłacać dług niewolnictwa. Miałem przyjemnosć ostatnio zapoznac sie z teorią inna niz system monetarny, ale jest dosc wątpliwa. Tak czy inaczej, trzeba niestety pracowac, ale nie ma z czego sie cieszyc. Człowiek musi zarabiac, no a przez to pracować - co nie jest zadna chwałą. Żadna praca nie chańbi ale pracować to też zadna przyjemność. Ale co zrobić taki mamy system. Ja raczej traktuje prace jako przykra konieczność. Bo chociaż miałbym robić w zyciu zawodowym coś co lubie, to czemu musiałbym to robić zeby zarabiać pieniądze. Możliwe ze motywacja jest sama chęć robienia czegoś co cie interesuje. Pomine ten temat na świeta :).
A tutaj taki ładny wiersz z którym sie bardzo utożsamiam. Wziołem go ze strony pana JKM, a wiersz jest pana śp. Andrzeja Waligórskiego:
Nadzieja
Lecą z drzew ostatnie liście,
Wichry wyją ponad ziemią,
Hej, niełatwo ateiście
U nas żyć, zwłaszcza jesienią!
Sam zwyciężać musi troski,
Żreć się z żoną i z rebiatą,
A wierzący Rosołowski
Ma aniołka stróża na to...
Idą święta i choinka,
Skąd wziąć grosz na tę imprezę?
Ateista sam dla synka
Musi kupić w mieście prezent.
Musi szukać żeby tanio,
Kombinować i dogadzać,
A u Rosołowskich anioł
Targa paczki w te i nazad!
On ustawia piękne drzewko,
On za opłatkami chodzi,
Po czym z tradycyjną pieśnią
Występuje: „Bóg się rodzi...”
Rosołowscy przy Wigilii,
Śpiew anielski z okna płynie,
...ateista swej familii
Opowiada o Darwinie.
Nie ma śpiewów w jego domu,
Przeto ateista myśli:
- U nas, prawdę mówiąc, komu
Są potrzebni ateiści?
Lecz pomimo ciężkiej doli,
Wątpliwości i subiekcji
Nie nawraca się, bo woli
Pchać się w życiu bez protekcji.
...za to kiedy życie minie,
Nagrodzone będzie wszystko,
Bo gdzieś przecież być powinien
Raj zmęczonych ateistów!
Wszystkiego dobrego na świeta!
Monday, December 22, 2008
Some SB agents are still lying to us

Zaprezentuje tutaj państwu screen z portalu wirtualne media.
Sam oddałem głoś na pana Ziemkiewicza w ankiecie na najlepszego dziennikarza w publicystyce telewizyjnej. Sam też widziałem ile procent wczoraj pan Ziemkiewicz miał. Jak zauwazył pan Krowin-Mikke na swojej stronie tutaj. Liczba oddanych głosów za cholere nie chce sie zgodzic.
Kto przy tym majstruje i jaki ma w tym cel aby podawac tych agentów SB czy ABW jako najlepszych dziennikarzy? Takie kłamstwa faszystowskie i cenzura chyba nie miały nawet miejsca za komuny. Bo nikt wtedy nie zadawał sobie az takiego trudu aby bezczelnie pytać ludzi o zdanie. Teraz pytaja sie demokratycznie i bezczelnie fałszują wyniki.
"Nie ważne kto oddaje głosy, ważne kto je liczy" - Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili bardziej znany jako Józef Stalin
Polecam również poczytać komentarze
Prosze kliknąc na screen powyżej bądz wejsc bezposrednio na tą faszystowska strone.
Thursday, December 18, 2008
Cheap gasoline
Natknołem sie przypadkiem na taki oto tekst:
Jest w nim mowa o tym jak to nasi nie lubiani sąsiedzi rosjanie, chca sprzedawać w Polsce o zgrozo swoje paliwo. Nie tylko chca je sprzedawać, ale także sprzedawać je taniej. Tutaj pan redaktor powyższego teksu, jest chyba z tego powodu zaniepokojony. No bo jak to taniej... Nie można, trzeba dbać o interesy Orlenu i Lotosu. To zupełnie przypomina mi sytuacje stanów w której nie wolno japończykom sprzedawac tanszych lepszych i bezpieczniejszych samochodów bo zagraza to płynnosci firmy GM. Ja przepraszam to wkoncu jaki mamy system gospodarki... socjalistyczne scentralizowanej czy wolnorynkowy. Na wolnym rynku jest tylko jedno kryterium, zreszta jak w całej gospodarce i jest to ZYSK. Nie ma innego. I wracając do sprawy benzyny z rosji... taki cytat:
"Trzeba zdecydować, co jest ważniejsze: interes spółek Skarbu Państwa, czy zapewnienie konkurencji rynkowej - uważa Jacek Socha, były minister skarbu."
Ja przepraszam i stanowczo protestuje przeciw tego typu sformuowaniami... Rozważe to zdanie nieco dłużej bo jest ono swoiscie ciekawe.
- Co to ma znaczyc ze firma naftowa ma byc panstwowa... Jak wszyscy wiem to co państwowe nie działa najlepiej i nie przynosi zysku - ktos sie nie zgodzi niech sobie przypomni czasy PRL. Jesli nawet firma panstwowa przynosi zysk nalezy ja sprzedac, i tu dzieki rentownosci mozna sprzedac po wyższej cenie. Jesli zostanie panstwowa jest to nie moralne - przestanie istniec wolna konkurencja. Bo panstwo dba o swoje.
- Co to wogóle ma znaczyc stawianie takiej tezy " Trzeba sie zastanowic...." - to ja sie pytam kto ma sie zastanawiac i kto ma o tym decydowac. Czy tego typu zachowania nie pożuciliśmy obalając komunizm.... To wolny rynek moze decydowac o tym kto upadnie a kto nie... Niewidzialna ręka Adama Smitha. to wkoncu jest ten kapitaliz czy co to jest.
- To zdanie naprawde brzmi tak: " Trzeba sie zastanowić, co jest ważniejsze socjalizm - gospodarka centrlnie sterowana czy gospodarka wolno rynkowa"
- Jak ktos zadaje takie pytania to oznacza tylko jedno - niestety sam fakt tego ze jakis minister skarbu zastanawia sie nad rzeczami które powinny pozostac w decyzji prywatnych włascicieli znaczy o trwającym dalej socjalizmie.
A poztym... Co jest strasznego w tym ze benzyna bedzie tansz, przeciez trzeba byc idiota zeby bronic sie przed czyms tanszym... Chyba każdy zdrowo myślacy człowiek to rozumie. A moze juz ogłupienie ogólne tak daleko zaszło, ze gdyby nawet w TV premier czy prezydent jawnie powiedział jakie przekrety robi nikogo by to nawet nie oburzyło... Jakaś społeczna degrengolada i znieczulica.... Coś strasznego. Kiedy wkoncu ludziska sie obudzita?
Pozdrawiam
Saturday, December 13, 2008
Global Warming
Brednia, czy kłamstwo powtórzone 1000 razy staje sie prawda. Z takim własnie zjawiskiem mamy do czynienia w TV, szkołach, i nie wiem gdzie jeszcze. Powtarzanie, powtarzanie, i jeszczeraz .... powtarzanie - ośle. To co niektórzy kretyni wygaduja w TV na temat ocieplenia klimatu przerasta wogóle jakieś normy. Jest to poprostu bulwersujące - jeden polityk plecie brednie a telewizja powtarza i powtarza. Strasznie wkurzające.
Jesli chodzi o "działanie zapobiegające ocieplenie klimatu" - to powiem tylko tyle. Trzeba być cholernym ignorantem żeby twierdzic, że my ludzie mamy czelność ratować ziemie. Kto kogo karmi my ziemie czy ona nas. Ziemia była przed nami, bedzie po nas a to kretyńskie gadanie "ratowanie ziemi" - to jest czysta arogancja. Koniec Kropka. Globalne to oczywista przypadłość ziemi raz sie ociepla raz ochłada, wielkie mi mecyje.
Strasznie sie uśmiałem ogladając to, wiec zamieszcze tutaj.
Swoja drogo powinno sie póścić to w TVP czy Polsacie zeby ciemnota wkońcu przejrzała na oczy jakie brednie sie im wciska. A po to zeby nas okraść, ale nie tak bezczelnie tylko po cichu i małe kwoty. Wkońcu małe kwoty od całej 6 bilionewej populacji to jest jakas kasa. Sami oglądnijcie.
PS. spodobał mi sie jeden komentarz zamieszczony na YouTube:
"kuwa wprowadźcie dzień pieszego pasażera! . co2 na ziemi pochodzi z ziemi wiec człowiek lub wulkan nie wytwarza co2 tylko wymagazynowuje po czym ten sam co2 wraca do roślin.
jest taki mądry dział matematyki odpowiedzialny z zbiory!jeżeli mam 10L wody w zamkniętym okrągłym zbiorniku i zacne go zamrażać zwiększy sie jego ilość.nie jak go odparuje zwiększy sie jego ilość? też nie. jak sie skropli,też będzie dokładnie tyle samo co na początku"
gekonbas
PS. PS. Przesłanie:
Myśle ze pan Janusz Korwin-Mikke jest najmądrzejszym politykiem jakiego mamy w Polsce, gdyby tylko wszystko co mówi zostało wprowadzone w życie słowo polityk miałoby znaczenie pozytywne. W tym momencie mówiac polityk mamy na mysli najgorsze szuje jakie chodza po Polsce /mówie o naszym kraju - ale sprawa tyczy sie tez pozostałych/, ale nie... my wybierajmy najmniejsze zło... Prawda zawsze wygrywa choćby nawet 'najpikniejszy' wciskał kit przez 10-cio lecia. Na kogo teraz zagłosujecie. PiS ?, SLD? , a moze jakaś inna nowa partia z tymi samymi gębami, zeby tylko nie PO - bo nic nie robia. Jak ktoś nie wierzy niech sprawdzi kto siedział i siedzi w sejmie i senacie przez te lata tzw. postkomuny - komuniści i ci którze z nimi współpracowali. Przeciez to jedna zgraja tych samych oszustów. Zacznijcie mysleć. Czas sie obudzić!!!!
Kogoś bulwersuje PZPN, no dobrze ale przeciez PZPN nie kradnie ci twoich pieniędzy, RZAD to robi...- myslisz ze ci odda? ... Marzenie...
Gdyby tylko nie kradli tyle pieniędzy to mam gdzieś co robia moga nawet sie bic w tym sejmie - moze byc niezły cyrk. Rząd ma rządzic tzn. bronic obywateli państwa które reprezentuje przed obcymi krajami w razie napaści i dbać o porządek czyli przestrzeganie podstawowych zasad wolnosci. To wszystko... kropka.
Friday, December 12, 2008
Future pensioner antiguide-book
Gazeta Ubezpieczeniowa: Większość z nas dożyje wieku emerytalnego. Zakończenie aktywności zawodowej wiąże się z obniżeniem standardu życia, do jakiego przywykliśmy, pracując. Tylko od nas zależy, jak bardzo pogorszy się nasza stopa życiowa na emeryturze. Niezależnie od tego, co zdarzy się w przyszłości, już teraz możemy zadbać, by zapewnić sobie godziwe warunki na starość, uniknąć nędzy i zapobiec zepchnięciu na margines życia społecznego. Jak to zrobić? W niniejszym artykule zostanie zaprezentowanych 12 sposobów umożliwiających zgromadzenie wystarczającej ilości środków na starość.
2GROSZE: Starość, nędza, margines życia. Same mocne słowa. Otwarcie nie najbardziej optymistyczne ale przynajmniej zgodne z zasadami marketingu. Przestrasz ich najpierw a później wskaż drogę wyjścia. Oczywiście tylko przez swoją działkę. To dlaczego akurat stopa życiowa na emeryturze musi się pogorszyć zostaw jako śliski temat na boku. W końcu ktoś mógłby zauważyć że zmniejszonym na ogół przychodom towarzyszą wtedy o wiele mniejsze koszty. Wielki dom nie jest dłużej potrzebny. Dzieci wyfrunęły z gniazda a więc i olbrzymie koszty z tego powodu są też z głowy. No ale ok, nie psujmy przedwcześnie zabawy. Ocieramy więc pot z czoła trzęsącymi się rękoma i zamieniamy się w słuch...
GU: 1. Należy pracować i opłacać składki.
2GR: O, absolutnie, pracować należy jak najbardziej. Chociażby z tego powodu że nikt nie wymyślił jeszcze innego sposobu na pomnażanie kapitału którego będzie potrzeba. Zwracamy jednak uwagę że nawet siedzenie na kanapie i życie “z procentu” wymaga pracy.
GU: W systemach emerytalnych ze zdefiniowaną składką (takich jak polski), aby uzyskać uprawnienia do emerytury, należy pracować i odprowadzać składki. Im dłuższy staż pracy, tym więcej pieniędzy zgromadzimy i tym wyższe uzyskamy świadczenie. Systemy ze zdefiniowaną składką nie sprzyjają osobom pracującym w szarej strefie. Skoro nie odprowadzają one składek, nie mają prawa do emerytury i na starość pozostanie im jedynie korzystanie z usług ośrodków pomocy społecznej.
2GR: W opłacaniu czy nieopłacaniu składek wybór jest niewielki bo składki wyciskane są z pracownika automatycznie. O ile się jednak tylko da należy tą bezsensowną stratę kapitału zminimalizować. Można na przykład wyjechać gdzieś na saksy, w miejsce gdzie wycisk jest o niebo mniejszy niż w kraju i odłożyć można więcej. Można poudawać chłopa w KRUSie. Można szukać redukcji haraczu w kombinacji pracy najemnej i własnego biznesu na boku. Można też uciec zupełnie do własnej firmy gdzie wprawdzie składek się nie uniknie ale jest przynajmniej pewna możliwość wyboru. Na przykład wysokości własnej pensji a zatem i wysokości haraczu na ZUS. Minimalizowanie składek ma ten sens że kolaps emerytalnego socjalizmu spowoduje że wypłacane za 30 lat państwowe “emerytury” będą i tak symboliczne. Każdy kto wierzy że wpłacając przez więcej lat więcej składek dostanie więcej może też wierzyć że Ziemia jest płaska. No niech będzie, zamiast na jednego loda państwowa “emerytura” starczy mu na dwa.
GU: Przykład: Janek (urodzony w 1970 r.) był zatrudniony w firmach X, Y, Z na podstawie umowy o pracę, łącznie przez 30 lat. W 2035 r. ukończył wiek emerytalny i nabył prawo do wypłaty świadczenia. Marek (urodzony w 1970 r.) pracował u prywatnych przedsiębiorców łącznie przez 30 lat. Nie zawierał z nimi umowy o pracę, gdyż wolał dostać więcej pieniędzy „do ręki”. W 2035 r. ukończył wiek emerytalny, jednak nie nabył prawa do emerytury (w przeciągu 30 lat nie odprowadzał składek na ubezpieczenie emerytalne).
2GR: Marek jednak nie był półgłówkiem za jakiego jest niesłusznie uważany i zamiast tracić kapitał na ZUS inwestował go z głową przez 30 lat. Jak GU sama pisze miał go w dodatku więcej niż Janek. Dorobił się przez to poważnej sumy za którą kupił sobie komfortową emeryturę na wolnym rynku, zgodnie zresztą z sugestiami GU w dalszej części tego artykułu. Janek policzył że na podobną emeryturę musiałby w ZUSie składać przez 200 lat, zarabiając w dodatku trzy razy więcej od szefa.
GU: 2. Należy kontrolować, czy składki na ubezpieczenie emerytalne są terminowo przekazywane do właściwych instytucji.
2GR: Nie zależy kontrolować żadnych składek lecz jedynie czas bo jest to, jak wiadomo, pieniądz. Z czego wynika że należy czas wykorzystać do pomnażania swojego kapitału a nie tracić go na dzwonienie po ZUSach pytając czy składki wpłynęły. To czy wpłynęły czy nie wiele nie zmienia bo i tak są one na bieżąco wyrzucane za burtę a za 30 lat będzie i tak po ZUSie, przynajmniej w obecnej formie.
GU: W interesie pracownika leży nadzorowanie, czy pracodawca odprowadza składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz czy ZUS przekazuje stosowną ich część do funduszy emerytalnych. Każda nieprawidłowość w tej materii oznacza, że nasze pieniądze nie są inwestowane i w przyszłości otrzymamy niższe świadczenie końcowe.
2GR: W interesie pracownika leży przede wszystkim wynegocjowanie z pracodawcą optymalnych dla siebie warunków rozwoju. W tym głównie odpowiedniego uposażenia pozwalającego na odłożenie na bok wystarczającego kapitału. Granty w akcjach, samochód służbowy, telefon, czy inne pozapłacowe przywileje bardzo mile widziane. Pracownik nie powinien natomiast być półgłówkiem kontrolującym pracodawcę bo nic mu do tego. Ze sfrustrowanym bossem niczego sensownego zresztą i tak nie wynegocjuje.
GU: 3. Należy uzyskać odpowiedni staż pracy.
2GR: Przede wszystkim należy pracować (z) głową, dbając o to aby uzyskać odpowiedni kapitał. Jednym może to zająć więcej czasu, a innym mniej. Długość stażu pracy nie ma więc decydującego znaczenia. Najmniej sensownym zajęciem jest natomiast generowanie stażu pracy bez generowania odpowiedniego kapitału.
GU: W przypadku osób urodzonych po 31.12.1968 r. nie jest określony ustawowo minimalny staż pracy niezbędny do nabycia uprawnień do emerytury. Wystarczy pracować kilka tygodni, by po ukończeniu wieku emerytalnego uzyskać prawo do zgromadzonych pieniędzy. Jednak osoby, które zarabiają niewiele, a chcą w przyszłości uzyskać dopłatę państwową (do wartości emerytury minimalnej), muszą przepracować minimum 20 lat (kobiety) lub 25 lat (mężczyźni).
2GR: Wykorzystaj każdą głupotę przepisów dającą coś za nic. Gdy gdziekolwiek wystarczy “kilka tygodni” zatrudnienia dla uzyskania czegoś mającego pewną wartość czemu nie dać się zatrudnić dorywczo na te “kilka tygodni”? Resztę czasu spędzić zaś produktywnie, na przykład rozwijając własną firmę w odpowiednio przyjaznej po temu jurysdykcji? Kto wie, być może dorywczego zatrudnienia na parę tygodni w PL udzielić może własna firma za granicą, delegując swojego właściciela do jakiejś fuchy w kraju? Na przykład jako instruktor żeglarstwa na Mazurach w pogodne lato... ;-)
GU: Przykład: Marek urodził się w 1970 r., w 2035 r. nabył prawo do emerytury. Jego staż pracy wyniósł 29 lat. Mimo że nie zdołał zgromadzić środków umożliwiających wypłatę najniższego świadczenia, państwo wypłaciło mu minimalną emeryturę. Krzysztof urodził się w 1970 r., w 2035 r. nabył prawo do emerytury. Jego staż pracy wyniósł 15 lat. On także nie zgromadził środków umożliwiających wypłatę minimalnej emerytury. Jednak z powodu zbyt krótkiego stażu pracy nie uzyskał dopłaty ze strony państwa.
2GR: Krzysztof od początku wiedział że do 2035 ZUS i tak zbankrutuje i że do tego czasu i tak każdy otrzyma “minimalną emeryturę” bo wszystkie państwowe emerytury staną się po prostu minimalne. I istotnie, poza tą formą powszechnej zapomogi na przeżycie, “emerytur” jako takich, poza prywatnymi, nie ma. Ale Krzysztof w odróżnieniu od Marka myślał i budował swój staż 15 lat pracy zagranicą, a resztę czasu poświęcił na rozwój własnej firmy i mądrze inwestował wolne środki. Dzięki temu państwowe zapomogi emerytalne interesują go mniej niż zeszłoroczny śnieg.
GU: 4. Nie należy korzystać z prawa do wcześniejszej emerytury/pomostówki.
2GR: Należy załapać jak najwcześniejszy strumień gotówki z ZUSu aby zmaksymalizować dochód zanim ZUS zatonie i dochód się skończy. Wolny czas poświęcić na generowanie kapitału i jego inwestowanie, od fuchy do fuchy. Pracujący dłużej będą jedynie dłużej wyciskani, a dostaną proporcjonalnie mniej, nie więcej. W skrajnym wypadku najpewniej i tak uniwersalną, minimalną zapomogę.
GU: Polacy wcześnie przechodzą na emeryturę. Stanowi to duże obciążenie dla budżetu państwa, które musi zapewnić im wypłatę pieniędzy. Wcześniejsze emerytury dają stosunkowo wysoką stopę zastąpienia i przyznawane są wielu grupom zawodowym. Pomostówki, które będą przysługiwały pracownikom urodzonym po 31 grudnia 1948 r., a przed 1 stycznia 1969 r., obejmą mniej grup zawodowych, a ich wysokość będzie uzależniona od wkładu pracownika do systemu.
2GR: Tłumaczenie - ci szczęśliwcy którym udało się załapać na wcześniejsze emerytury są już poza naszym [tj. towarzystw ubezpieczeniowych] zasięgiem. Ale zróbmy przynajmniej wodę z mózgu pomostowiczom...
GU: Osoby korzystające z pomostówek dostaną mniejsze świadczenie niż obecni wcześniejsi emeryci. Oczywiste jest, że zakończenie aktywności zawodowej przed czasem oznacza mniej pieniędzy na koncie. Jednak po uwzględnieniu takich aspektów jak umożliwienie wcześniejszym emerytom dorabiania do świadczenia i jego ponownego przeliczenia po osiągnięciu wieku ustawowego, wychodzi na to, że na omawianych rozwiązaniach bardziej straci budżet państwa niż osoba pobierająca świadczenie.
2GR: Postraszyliśmy więc pomostowiczów tak aby im coś do głowy nie strzeliło i nie zaczęli się czasem byczyć, myśląc że emerytura im wystarczy.
GU: 5. Należy korzystać z możliwości dorabiania na emeryturze.
2GR: Tu się akurat zgadzamy, zachęcając ogólnie do aktywności zawodowej “na emeryturze”, o ile są takie możliwości. Jeżeli podchodzi to pod “dorabianie” to niech i tak będzie. Sama myśl o nic nierobieniu na emeryturze jest przecież zabójcza, szczególnie gdy wisi się przy tym tylko na ZUSie. Czemu nie spróbować znaleźć sobie miejsca w którym jest się pożytecznym dla społeczeństwa jak najdłużej, niekoniecznie ze sztywnym limitem wieku. To jest, znaleźć pozycję gdzie ktoś chce kupować wytwór naszych rąk lub umysłów, czemu nie? Sam akt “przechodzenia na emeryturę” nie będzie wówczas traumą lecz będzie bardziej płynny. Po co “przechodzić” skoro w zasadzie jesteśmy już na emeryturze a to co robimy przynosi satysfakcję i parę centów? Oczywiście z wiekiem człowiek staje się mniej sprawny fizycznie i po dachach raczej skakał nie będzie. Ale podobno staje się z wiekiem także mądrzejszy, a i doświadczenie jest w cenie. Zresztą na brak wszelkich ofert pracy emeryci w 2035 nie będą musieli się martwić – demografia zatroszczy się o ich nadmiar. Inna sprawa że do tego czasu wiek emerytalny spokojnie przedłużą w kilku ratach.
GU: Osoby, które nabyły prawo do emerytury i uznały, że jej wysokość jest zbyt niska, mogą pracować. Ważne, aby zarobki osiągnięte z tytułu wykonywanej działalności nie przekroczyły określonego limitu, gdyż wtedy świadczenie może być zmniejszone lub zawieszone.
Przykład: Józef skończył 63 lata i przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Doszedł do wniosku, że świadczenie jest niewystarczające. Ponieważ stan zdrowia mu na to pozwalał, zatrudnił się jako portier. Zarobki osiągnięte z tego tytułu były niższe niż ustawowy limit. W związku z tym Józef pobierał wypłatę i emeryturę w pełnej wysokości.
2GR: Pan Józef przeszedł na wcześniejszą emeryturę ponieważ dorobił się własnego pensjonatu w Ustce który eksploatowany jest teraz przez firmę którą zarządza jego syn. Pan Józef jako doradca firmy ma z tego tytułu szereg korzyści pozafinansowych, takich jak darmowy wikt i opierunek. Nic mu też nie szkodzi zatrudnić się dodatkowo jako “portier” we własnym pensjonacie tak aby łączne zarobki nie przekraczały dopuszczalnego limitu i cieszyć się emeryturą w pełnej wysokości. W zamkniętym po sezonie pensjonacie funkcja portiera nie wydała mu się ponad siły emeryta. A gdy ZUS zatonie i emerytura się skończy pan Józef zamiast w portiera zacznie się bawić w inwestora, pobierającego dywidendę z dobrze kręcącego się biznesu.
GU: 6. Należy starannie wybierać fundusz emerytalny.
2GR: Czas to pieniądz. Nie należy go tracić na pozbawiony sensu wybór jednego czy drugiego funduszu emerytalnego. Fundusze w OFE są efektywnie stracone ponieważ delikwent nigdy nie otrzyma swojego kapitału z powrotem do ręki aby nabyć za niego na wolnym rynku takie świadczenie emerytalne jakie chce i na jakie go stać. Otrzyma jedynie dożywotnią kroplówkę, wyliczaną i wypłacaną przez ZUS. Zastanawianie się czy kroplówka ta za 30 lat będzie większa czy mniejsza, w zależności od wyników funduszu dzisiaj wybranego jest kompletną stratą czasu. A czas wyrówna wszystko. Każdy normalny fundusz inwestycyjny podkreśla w swoim prospekcie drobnym druczkiem że “dotychczasowe osiągi nie są żadną gwarancją na przyszłość”. Bo nie są.
GU: Osoby rozpoczynające pracę i zobowiązane do opłacania składek na ubezpieczenie społeczne z tego tytułu, muszą w ciągu 7 dni wybrać fundusz emerytalny, w którym będą gromadzić „dodatkowe” środki na starość. Jeśli tego nie zrobią, zostaną przydzielone do przypadkowego funduszu w drodze losowania organizowanego dwa razy do roku przez ZUS. Można zmienić wybraną w ten sposób instytucję, jednak im wcześniej się tego dokona, tym większą „opłatę manipulacyjną” trzeba będzie uiścić.
2GR: Nie ma jednego powodu aby spodziewać się że jakikolwiek wybór będzie lepszy od całkowicie przypadkowego. Delikwent – jeszcze raz – nie ma w przypadku OFE nic do gadania. Z wyjątkiem tego że bez gadania bezpowrotnie traci kontrolę nad swoim kapitałem. Que sera, sera z OFEs. O ile zaś rozpoczynający pracę naprawdę nie miałby co innego do roboty to jedynym być może sensownym kryterium jakiegoś wyboru byłaby stabilność finansowa sponsorującej instytucji. Jej ekspozycja na derywatywy, na przykład. Ale do tego akurat najpewniej się nie dokopie...
GU: Przykład: Aneta podjęła pracę w firmie X na podstawie umowy o pracę na czas określony. Mimo ponagleń ZUS, nie zdecydowała się na wybór funduszu emerytalnego. Została przydzielona do funduszu Y w drodze losowania przeprowadzanego przez ZUS. Zmiany dokonała dopiero po kilku latach oszczędzania. W omawianym okresie jej środki były inwestowane głównie w bezpieczne instrumenty finansowe, w związku z czym osiągnięty zysk był niewielki. Jej koleżanka Dorota wybrała fundusz emerytalny od razu po podjęciu pracy. Dzięki temu była pewna, że jej pieniądze są lokowane korzystnie.
2GR: Hej, od kiedy to OFEs oferują szeroki wybór inwestowania w “instrumenty bezpieczne” oraz w instrumenty inwestowania “korzystnego”? Czy reguły alokacji kapitału w OFEs nie są przypadkiem narzucone odgórnie? Jeżeli nie są to skąd ten klangor o miliardach które OFEs w tym roku straciły? Dorota to czyta i nic z tych "instrumentów bezpiecznych" nie rozumie. Na szczęście jej fundusze zostały ulokowane “korzystnie" w poszukiwaniu super zwrotu na super emeryturę. Na przykład w mortgage backed securities wypuszczonych przez (niedawno zbankrutowanego) Lehman Brothers, ha, ha, ha.
GU: 7. Należy korzystać z pracowniczych programów emerytalnych.
2GR: A, teraz widzimy o co tu biega i kto przymierza się do zarządzania tymi pracowniczymi programami emerytalnymi (PPE)... Należy trzymać się z daleka od jakichkolwiek pracowniczych programów emerytalnych, omijając jak dżumę ten dodatkowy drenaż cennego kapitału którego znaczną cześć i tak odsysa ZUS i podatki. Ekstra kapitał pod własną kontrolą należy zainwestować kontrarnie – we własny IV filar, z daleka od państwa i ZUSu. Z pracodawcą należy wynegocjować przede wszystkim optymalne warunki własnego rozwoju – jak wspomnieliśmy poprzednio. Nie truć mu głowy aby zaoferował nam PPE, dożywiając przy tym towarzystwa ubezpieczeniowe. Lepiej niech dożywi nas!
GU: Oczywiście jeśli nasz pracodawca oferuje taki program. Jeśli nie – trzeba go do tego zachęcić. PPE jest dosyć korzystną formą gromadzenia dodatkowych oszczędności na starość, gdyż praktycznie nie wymaga zaangażowania ze strony pracownika. Wszystkie czynności administracyjne obciążają pracodawcę.
2GR: Czyli tak jak się spodziewaliśmy – mamy [ my=towarzystwa ubezpieczeniowe ] zamiar właśnie zrobić wodę z mózgu pracodawcom aby nas wynajęli do zarządzania ich PPEs bo czujemy w tym poważną kasę. I jak zdezorientowani pracownicy narobią trochę rabanu to nam w tym pomogą.
GU: Przykład: Firma, w której pracuje Adam, oferuje swoim pracownikom PPE w formie grupowego ubezpieczenia na życie w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych. Adam skorzystał z tej możliwości, dzięki czemu nie tylko gromadzi dodatkowe środki na starość, ale również objęty jest ubezpieczeniem od następstw nieszczęśliwych wypadków.
2GR: Z Adama nie tylko wyciskane są obowiązkowe składki na ZUS i OFE na co nie ma on żadnego wpływu. Pozbywa się on również każdego miesiąca części kapitału który miałby we własnej dyspozycji. Zamiast zainwestować go niezależnie samemu bezsensownie go marnuje żywiąc nim towarzystwo ubezpieczeniowe i jego PPE. A gdyby nawet w końcu swój błąd pojął i się z rozpaczy powiesił to mu ubezpieczenie i tak nic nie pomoże bo nie jest to nieszczęśliwy wypadek...
Adam chodzi po chleb do piekarza, nie kupując u niego przy okazji butów. A do szewca chodzi tylko po buty, nie kupując przy okazji chleba. Z tych samych powodów po ubezpieczenie Adam powinien się udać z definicji pod inny adres niż po emeryturę, i vice versa. Oba biznesy są różne, choć oba polegają na manipulowaniu kapitałem. Tym bardziej nie należy go pakować w ten sam worek.
GU: 8. Należy gromadzić oszczędności na indywidualnym koncie emerytalnym.
2GR: Należy wiać gdzie pieprz rośnie od IKE, z powodów wyszczególnionych w punkcie #7 z poprzedniego odcinka.
GU: Nawet jeśli uczestniczymy w pracowniczym programie emerytalnym, warto odkładać pieniądze na IKE. Posiadacz konta może współdecydować o sposobie inwestowania jego środków. Generalna zasada dotycząca lokowania pieniędzy jest następująca: im więcej czasu zostało do emerytury, tym bardziej ryzykownie można inwestować pieniądze. W przypadku IKE warto pamiętać, że nawet niskie (ale systematyczne) wpłaty są korzystniejsze niż sporadyczne wpłacanie dużych kwot.
2GR: Gość jest wystarczająco dojony na ZUSy i podatki, w tym obowiązkowe OFEs które nigdy mu jego kapitału nie oddadzą. Dostanie jedynie małą kroplówkę z własnego kapitału którą mu ZUS sam wyliczy a resztę zarekwiruje. Trzeba mieć nie po kolei w głowie aby w tych warunkach cenne dodatkowe środki które można po tym wszystkim jeszcze wygospodarować bezmyślnie pchać do kabzy towarzystwu ubezpieczeniowemu “zarządzającemu” IKE czy też ryzykować że koncesjonowany przez państwo rachunek IKE z wkładem zostanie w końcu zarekwirowany, dokładnie tak jak konta OFEs. Jeszcze nie tak dawno przecież wkłady w OFEs były “ twoje”. Teraz już nie są. Wkłady w IKE są jeszcze “twoje’ tylko dlatego że nie ma tam jeszcze wiele. Pytanie tylko jak długo. Gość któremu zabrali wkład raz jest ofiarą. Gość który dopuści aby mu zabrali wkład dwa razy jest idiotą.
GU: Przykład: Krysia wpłacała na IKE niewielką kwotę pieniędzy co miesiąc przez 20 lat (co daje 240 wpłat). Ada wpłacała na IKE duże kwoty, jednak w przeciągu 20 lat dokonała jedynie około 19 wpłat. Obie założyły konto w tej samej instytucji, która stosowała wobec nich jednakową politykę inwestycyjną. Mimo że Ada wpłacała więcej, uzyska mniej środków z IKE niż Krysia.
2GR: Natomiast mające trochę oleju w głowie ich dwie wspólne koleżanki Asia i Basia dały sobie spokój z IKE i z “tą samą instytucją” inwestując własne fundusze w swój własny IV filar. W ramach tych inwestycji Asia kupując regularnie złote monety uciułają małą fortunkę całkowicie niezależną od państwa, ZUSu i systemu bankowego. Basia natomiast własne fundusze zainwestowała w starą chałupę na wsi z hektarem gruntu z tyłu. Wynajem chałupy letnikom przynosi niezły dochód podczas gdy sama nieruchomość potroiła się w cenie w przeciągu kilku ostatnich lat. Nie mówiąc już o tym że stanowi ona trwały majątek który pozostanie w rodzinie gdy Basia przeniesie się w Krainę Wiecznych Łowów, a nie zostanie bezsensownie zarekwirowany przez państwo.
GU: 9. Należy obserwować, jakie produkty są oferowane emerytom za granicą, i próbować przenieść je na grunt polski.
2GR: Należy bardzo dobrze obserwować jakie produkty są oferowane emerytom na gruncie zagranicznym, głównie w kontekście dania sobie spokoju z gruntem polskim. To jest, do czasu gdy grunt polski odpowiednio się ucywilizuje i zacznie oferować podobne produkty w podobnych cenach. W szczególności można się z tych obserwacji dowiedzieć czegoś o szerokiej ofercie matek tych towarzystw ubezpieczeniowych których córki dopiero szukają naiwnych na wschodzie.
GU: Jest to wyzwanie dla osób aktywnych, o duszy społeczników, które chcą zapewnić godziwe warunki życia swoim dzieciom i wnukom. Dodatkowo powinny mieć one możliwość dotarcia do poszczególnych klubów parlamentarnych oraz zyskać poparcie dla swojego pomysłu wśród społeczeństwa (zebranie odpowiedniej liczby podpisów umożliwi zgłoszenie projektu obywatelskiego do parlamentu).
2GR: Aha, o to nam tutaj [nam=towarzystwom ubezpieczeniowym] przede wszystkim chodzi... Chcemy kosić więcej kasy ale nam łobuzy nie pozwalają. Zmobilizujmy więc ruch oddolny czyli niech same barany do strzyżenia pomogą nam ostrzyć nożyce...
Przyszły emeryt ma jednak dosyć zmartwień. Nie należy do nich na szczęście wygłupianie się ze zbieraniem podpisów w interesie tłustych kotów. Co oczywiście nie oznacza że nie powinien on zastosować się do ich rady i, istotnie, uważnie obserwować rynki zagraniczne. Dowie się z nich że za własny kapitał można sobie tam kupić własną emeryturę, czasem u tych samych towarzystw których córki operują w Polsce. Nazywa się to annuity i jest normalną transakcją finansową w której emeryt może zamienić swój kapitał na ciąg dożywotnych wypłat miesięcznych. Czyli w... zaraz, zaraz, aha, w emeryturę!
Jest tylko jeden mały szkopuł – trzeba do tego mieć kapitał, co jest możliwe na żmudnej drodze pracowania i sensownego inwestowania. Nie jest możliwe w drodze tracenia tego kapitału na składki ZUSów, OFEs, IKEs, PPEs i innych studni bez dna po drodze.
GU: 10. Należy dbać o wysokość swojej emerytury nie tylko pracując w kraju, ale i za granicą.
2GR: Jak najbardziej, jesteśmy tutaj całkowicie za! W ogóle najlepiej dbać o siebie i swoją emeryturę pracując z definicji tam gdzie jest to najbardziej wydajne. Czasem będzie to praca zagranicą, czemu nie. Najlepiej jako operator własnej firmy w odpowiednio przyjaznej biznesowi jurysdykcji, z dużo mniejszym socjalnym nonsensem i z mniejszą biurokracją.
GU: W tym celu trzeba zapoznać się ze stosownymi dokumentami unijnymi wyjaśniającymi, w jaki sposób wyliczane jest świadczenie dla osób pracujących częściowo w kraju, częściowo za granicą; jak sumuje się składki i okresy ubezpieczeniowe. Bez tych informacji trudno będzie ustalić prawo do emerytury i określić jej wysokość.
2GR: Straszenie z kolei nie jest konieczne. Lepiej się handryczyć z pięcioma zagranicznymi ZUS-ami w krajach gdzie pracowaliśmy niż z jednym polskim. Szansa jest że otrzymamy w końcu więcej, handryczenia się będzie mniej, a dywersyfikacja zapewni nam większe bezpieczeństwo.
GU: 11. Warto korzystać z usług doradcy finansowego.
2GR: Ależ oczywiście! Szczególnie gdy go znajdziesz i jak cię na niego będzie stać.
GU: Osoby chcące skutecznie pomnażać swoje oszczędności, a nieposiadające wystarczającej wiedzy w tym zakresie, mogą skorzystać z usług profesjonalnych doradców. Ekspert dokona analizy możliwości finansowych swojego klienta, doradzi mu, w jakie instrumenty finansowe ulokować środki, by jak najwięcej zyskać/jak najmniej stracić (w określonym momencie). Oczywiście doradca jedynie sugeruje najbardziej korzystne rozwiązania. Ostateczną decyzję każdy podejmuje sam.
2GR: Po pierwsze trzeba wyrzucić za drzwi wszelkie czerwone krawaty które pozując jako “doradcy finansowi” reprezentują "nas", czyli towarzystwa ubezpieczeniowe, lub banki lub w jakiejkolwiek formie otrzymują prowizję od sprzedanych produktów. Uniknie się w ten sposób oczywistego konfliktu interesów.
Po drugie, od czerwonego krawata pozującego na “doradcę finansowego” należy zażądać kopii jego PITu za dwa ostatnie lata. Zapytać następnie czemu wyników swojego doradzania nie sprawdził pierwsze na sobie, co jest ewidentne skoro musi pracować jako sprzedawca tych czy innych produktów.
Po trzecie, gdy po eliminacji w dwóch powyższych punktach jeszcze ktoś by się przypadkowo ostał w szeregu “doradców”, zapytaj czy zechce cię uprzejmie przyjąć. Dyskretnie też wybadaj czy będzie stać cię na kompetentną poradę inwestycyjną u eksperta. Zasada what you get is what you’ve paid for [otrzymujesz to za co zapłaciłeś] jest uniwersalnie słuszna, ale w finansach słuszna jest potrójnie.
12. Należy dużo czytać, pytać, kontrolować, analizować oraz na podstawie uzyskanych informacji działać.
2GR: Absolutnie! Kolejny rozsądny punkt! Kiedy jednak z całego tego czytania, pytania i kontrolowania nie zrozumiemy nic i zaczniemy bezmyślnie działać, też nie będzie dobrze.
GU: Przykład: Karol zawsze dbał o swoje finanse. Dla niego istotne jest nie tylko zabezpieczenie bieżącej konsumpcji, ale także zgromadzenie wystarczającej ilości środków na okres starości, kiedy nie będzie w stanie zapewnić ich sobie własną pracą. Na bieżąco śledzi informacje na temat systemu emerytalnego w Polsce. Oprócz uczestniczenia w II filarze zdecydował się także na założenie indywidualnego konta emerytalnego dla siebie oraz drugiego dla swojej małżonki.
2GR: A no właśnie, tak jak na przykład Karol powyżej który czytał i analizował za trzech ale nic z tego nie zrozumiał. Dopiero bystra małżonka pana Karola, Sylwia, jak się o tym IKE w jej imieniu dowiedziała, przywaliła Karolowi patelnią w głowę i kazała od razu rzecz odkręcić. To dzięki jej zdecydowanej postawie Karol i Sylwia...
GU: Dodatkowo kupili kilka wartościowych obrazów, które będą mogli sprzedać, gdy zajdzie taka potrzeba. Ich sąsiad Paweł nie gromadzi pieniędzy na IKE, odmówił także uczestnictwa w PPE prowadzonym w jego firmie. Narzeka również, że musi płacić składki na II filar, i deklaruje, że jakby tylko miał możliwość, toby zrezygnował z tych opłat.
2GR: ...czym daje dowód myślenia którego brakuje jego sąsiadowi Karolowi. Paweł od razu jednak znalazł wspólny język z sąsiadką Sylwią gdy odkryli że oboje czytają DwaGrosze... :-) Są dzięki temu odporni na medialny bullshit powtarzany przez Karola, który wciąż wierzy że IKE pod państwowym nadzorem go zbawi.
GU: Zarówno Karol, jak i Paweł zarabiają bardzo dobrze i nie odmawiają sobie praktycznie niczego. Po zaprzestaniu aktywności zawodowej poziom życia obu panów się obniży. Jednak bardziej dotkliwie odczuje to Paweł, który korzysta jedynie z obligatoryjnego ubezpieczenia emerytalnego. Karol, dzięki dodatkowym oszczędnościom, będzie miał alternatywne źródło dochodów na emeryturze.
2GR: Paweł natomiast w ogóle nie pojmuje dlaczego jego poziom życia miałby się znacząco obniżyć zwłaszcza gdy spienięży dokonane przez lata inwestycje. Zakupiony za to strumień gotówki z łatwością przewyższy emerytalną kroplówkę Karola z przejętego w międzyczasie przez państwo IKE. Na szczęście Karol nie umrze z głodu ponieważ są jeszcze obrazy w które przewidująca Sylwia zawczasu zainwestowała...
GU: Pamiętajmy, że im więcej wiemy o możliwościach gromadzenia oszczędności na starość, tym bardziej świadomie (i jednocześnie korzystnie) kreujemy wartość własnej emerytury.
Prawa autorskie: Cynik9
Źródło: dwagrosze.blogspot.com
Too big to fail
Ostatnio mało pisałem, właściwie to nic.
Dzis krótki poscik. Przekonanie ze cos jest za duze żeby upaść w sensie firmy, czy za mocny żeby przegrać w sensie człowieka jest tak samo błędne jak twierdzenie ze PO to partia liberalna. Nie przyszło mi do głowy lepsze porównanie to niech bedzie takie.
A teraz troche na temat GM. Kongres przepchnął bailout ale senta sie zastanawia. Tak czy siak, jakie kolwiek gierki nie podejmą rzadzacy to i tak i tak ich wykupią. Detroit dla USA, czyli przemysł motoryzacyjny jest jak dla nas górnicy, czy stoczniowcy. Politycy to miękkie bolki, poza paroma wyjątkami - np.Margaret Thatcher. Nie potrafia rzadzic tylko boja sie o wlasne dupy wiec napewno wykupia GM. Obama tutaj nie jest wyjatkiem. Rzad który nie umie rzadzic, tylko negocjuje to siusimajtki a nie rzad. W polsce nota bene mamy dokładnie to samo. Chca dopłacac do stoczni jak USA do GM a nie widza ze to studnia bez dna. Można wrzucac ile wlezie ale i tak wszystko przepada.

Sunday, December 7, 2008
Freedom
A więc do rzeczy. Wolność jest czyms czego nie można kupić w sklepie – proszę pół kilo wolności Niestety, chociaż każdy jest wolny od urodzenia to jakoś tak jest na tym świecie że trzeba o nią walczyć . Tak mamy skonstruowany świat i już troche przywykliśmy albo zapomnieliśmy co to wolność. W świecie pełnym zasiłków, podatków, urzędów, papierków, mediów, polityków krzyczących jedni na drugich. A pomyśleć jakby to było gdyby przywrócic choć skrawek wolności. Krowy przy oborniku czy jak to się nazywa patrzą na jelenia i mówia jedna do drugiej, patrz jak tan jeleń ma źle. Sam musi walczyć o jedzenie, i biega tak sobie wszędzie bez celu. My to mamy dobrze, wszystko nam pan pod nos podsuwa. Kto chce być krowa ten nie zrozumie tego co chce powiedziec. Ja wole jednak być tym jeleniam – wolnym.
Niestety nasze państwo jest tak przesiąknięte jakimś zupełnie nie naturalnym i wypaczonym poczuciem. Ludzie maja wrażenie że państwo o nich dba – zwalcza bezrobocie, daje zasiłki, zwalnia z podatku, troszcze się ich pieniędzmi i jak to ktos kiedys powiedział „ każdy grosz publiczny oglądamy ze szczególną uwagą”. Dba o to by w sklepach ceny nie były za wysokie ani za niskie, paliwo na określonym poziomie powyżej którego ludzie już tylko się bulwersują czemu tak drogo. Jest zachowany „naturalny” status quo. Jak nasz kraj się ślicznie rozwija, wiadomości pokazują tylko jak to tym się zle żyje a jak tym lepiej. Ktoś kogoś obrobił okradł, ten z kolei musiał bo nie miał za co żyć, trzeba zwiększyć wydatki na opiekę społeczną. Nikt tylko, zupełnie jak za czasów Hitlera, nie zdaje sobie sprawy, albo nie próbuje odpowiedziec na jedno podstawowe pytanie. Skąd się biorą te wszystkie problemy. No cóż problemy problemami, zawsze będą. Ale jeśli chodzi o biednych których tak broni system państwowy – to jeszcze nikt nie zadał sobie pytania skąd ci biedni się wzięli. Otóż biedni czy ludzie żyjący poniżej pewnego poziomu ubóstwa biorą się z tego ze państwo chce dotować biednych. W gruncie rzeczy to sam system opieki społecznej jest problemem, a nie sposobem rozwiązania. Żeby problemu nie było trzeba usunąć przyczyna. Tego się nie mówi w main streem’owych mediach ale przyczyna jest sama idiotyczne państwo. Kradnie pieniądze z kieszeni a potem redystrybuuje je na np. opieke społeczną. Ten system jest z góry skazany na niepowodzenie. Bo teraz ci biedni właściwie sami sobie pomagaja, poprzez bande urzędników. Ktoś powie no tak ale bogaci mają wiecej mogą się podzielić. Czy to nie brzmi znajomo. Bogaci proszę państwa nie płaca oni grosz padatku w tym państwie, bo inaczej przestaliby być bogaci. Tylko biedni płaca podatki, o ironie na uleczenie się czy wyciągniecie się z ubóstwa. Cały ten system jest wysoce nie moralny już w samych założeniach. Nagradzanie poprzez zasiłki ludzi za nic nie robienie jest nie moralne. Trzeba sobie zdać sprawe z jednej rzeczy. Państwo ma pieniądze od swoich obywateli, i rozdziela je potem wedle własnego uznania kilku z nich. A jak już zauważyłem biedni płaca podatki, no jeszcze klasa średnia która poprzez ten system ulega degradacji, sami na siebie no i oczywiście na bande urzedników. Co gorsze nie sama pensja dla nich jest problemem ale problemem są ich /urzedników/ poronione pomysły na leczenie systemu. A teraz ważne zdanie:
System nie rozwiązuje problemów społeczeństwa on rozwiązuje problemy systemu.
Jest to istotne bo wykazuje jak chory i patologiczny jest kraj. Podatki w naszym kraju są własnie tym co powoduje ze żyjemy wiecznie w nędzy i jak to mówią sto lat za murzynami. Co najgorsze podatki są ukryte i w sumie jest ich ok. 60-70% całej kwoty którą dana osoba zdoła swoimi siłami zarobic. Jak widać jest to czysta grabież. W Rzymie niewolnik dostawał 10% tego co wypracował przy czym oczywiście dostawał wyżywienie i dach nad głowo. W USA w 1903 podatki wynosiły 3% i nie mówie o dochodowym bo takiego nie było. Teraz proszę zobaczyc gdzie jesteśmy na skali od wolnego człowieka do niewolnika. Niestety bliżej nam jest do niewolników. Akceptacja takiego stanu żeczy jest również nie moralna i wynika z jakiejś olbrzymiej znieczulicy i wiary, zupełnie niesamowitej wrecz mistycznej, ze w razie kłopotów nasze państwo nas uratuje. Nic bardziej mylnego. Niestety jest tylko jeden scenariusz takiego stanu rzeczy. Dyktatura. I to nie przymusowa lecz dobrowolna, i tutaj też jak za Hitlera. Niestety kraje wspólnoty jewropejskiej nie są tutaj lepsze, niektóre nawet gorsze i ciągną nas na dno. Słowo pocieszenia na koniec – silni przetrwaja słabi zginą. Nie da się oszukać natury.
A tutaj jeszcze taki filmik który świetnie obrazuje to co ja poniżej przedstawie na stronie tutaj.
Może troche nie aktualny ale nie wiele - tutaj aktualny stan.
Children
Cholerna neostrada. Skasowało mi wszystko co napisałem bo połączenie sie urwało.
Jak dorwe to tp w swoje ręce to powiesze wszystkich za jaja.
A teraz spróbuje odtworzyc wszystko co wczesniej napisałem
W zasadzie na temat dzieci wszystko co chciałem powiedziec ładnie przedstawia w swoim skeczu George Carlin. Ja tylko dodam ze niebezpieczny jest trend jaki widze teraz w Polsce czy europie.
Ci zgorzkniali starcy, jak to starcy chca zeby wszystko było bezpieczne ubezpieczone "zrównoważony rozwój".
Tak jak glony na dnie oceanu spokojnego tam nic sie nie zmienia od 1000 lat i jest bezpiecznie i przewidywalnie.
Jesli chcemy sie rozwijac musimy stawiac na młodych ludzi. Oni potrafia ryzykowac , sa pręzni i nie potrzebują do tego zadnych pasów bezpieczenstwa w samochodach czy ubezpieczen.
Jakby sycylijczyk który wyjechał do Ameryki w 19 wieku myslał o bezpieczenstwie to by nigdzie sie nie wybrał.
On sprzedał wszystko co miał zaryzykował i pojechał od Ameryki. Wtedy nie wiedział ze bedzie budował kapitalizm, ryzykował. Kapitalizm to ryzyko - prosze o tym nie zapominac.
Socjalizm i stagnacja - to bezpieczenstwo.
A tu jeszcze taki skecz o ekoterrorystach - osobiście uwazam ze ci kolesie to jacys nawiedzeni popaprańcy - tzn ekolodzy.
PS. Każda młoda osoba lubi ryzyko bo jest młoda i prężna - to starzy ludzie wmawiaja ci różne brednie, nie pal nie pij i wogóle chodz w kaftanie bezpieczenstwa bo na starość cos cie bedzie bolec. A co mnie to - jak bede stary to z pewnością mnie bedzie bolec. Dlatego trzeba kożystac z życia.
Friday, December 5, 2008
Glory of defeat
Otóż przedziwne dla mnie jest takie chwalenie porażek typu - "dobrze grali, no ale nic sie nie stało" - stało sie przegrali, a to znaczy ze nie grali wcale dobrze tylko zle.
Polacy jednak uwielbiaja chwalic swoich piłkarzy bokserów a nawet polityków za porażki.
Przecież to jest jakaś paranoia. Czesto sie spotykam z tego typu podejsciem.
A najciekawsze, jeszcze na przykładzie piłki noznej jest fakt, ze jesli powiem ze jednak moze nie grali tak dobrze jak sie mówi bo przeciez przegrali to jest poruszana kwestia kibicowania.
Ja jestem kibicem i jestem zawsze z wami - tzn. za klubem.
No dobrze ale trzeba sobie powiedziec prawde w oczy bo nic tak nie mobilizuje jak szczera krytyka. A nie hasła typu nic sie nie stało. Tak można cały czas.
I dziwic sie ze nasi piłkarze nic nie wygrywaja - jak sie tak ich nagradza za porażki.
W normalnym świecie nie ma czegos takiego jak nagroda za uczestnictwo czy rekompensująca czy jaka tam jeszcze. Nie pamietam juz teraz nazwy ale miałem z tym do czynienia wielkrotnie za czasów mojego dziecinstwa. O juz wiem - nagroda pocieszenia.
Jak sie daje nagrody za to ze sie przegrywa to zawsze bedziemy przegrywac.
Wygrywa najlepszy i on zgarnia wszystkie laury. Nie ma czegos takiego jak nagroda pocieszenia od współczujących kibiców - bo to jest postępowanie typowo kobiece. Rozumiem ze ten system socjalistyczny wpoił w nas mężczyz takie dziwne odruchy, ale taka postawa zaprowadzi nas do nikąd. Meżczyzna ma być twardy, jak przegrywa zgarnia cięgi i stara sie tylko o to by być najlepszym.
Socjalizm jest wrogiem normalnej postawy człowieka i jest zupełnie nie racjonalny.
Kobiety traktują swoje dzieci nadwyraz opiekuńczo i jest to zrozumiałe, jednak mężczyzna wie ze jesli to dziecko ma przeżyc to musi sie nauczyc byc twardym.
A teraz wracając jeszcze do tematu sportu.
Przypadkowo oglądałem wiwiad z panaem A.Gołota - tzn. nie ogladałem bo tego jąkania nie da sie słuchac. Napisałem komentarz, który nie cieszył sie z byt duzyą popularnościa a to z tego powodu ze jak to ja śmiem mówic prawde o tym ze Gołota jest za słaby na boks - przecież to jest polak trzeba za nim byc.
Jeden osobnik zwrócił mi nawet uwage ze jak pobije rekord Gołoty to bede mógł sie wypowiadac na jego temat.
Z goła nie rozumiem tego typu myslenia. To tak jakbym powiedział że jakis sprinter nie przebiegnie 100 poniżej 10s. to nie moge sie wypowiadac na jego temat dopóki sam tej 100m nie przebiegne w lepszym czasie.
Całkowity brak logiki, mówic moge co tylko mi sie podoba czy to znczy ze jesli chce skrytykowac siłacza musze zacząc pakowac.
Nie wiem o jakie rekordy temu osobnikowi chodziło bo ja o żadnym nie słyszałem.
Własciwie to słyszałem o jednym ale z łatwościa bym go pobił. Jest to słynne 53 sek. Gołoty na ringu w walce z Browsterem.
Pozwole sobie zamiescic tutaj tą walke, krótka to można sobie oglądnąc bez zbytniego marnowania czasu.
A tutaj linki do kolejnych 3 porażek (oczywiscie nie chodzi mi tu o chronologie) Gołoty
Golota vs Ray Austin
Golota vs Lennox Lewis
Golota vs Mike Tyson
Zreszta analogiczna sytuacjie mamy w polityce.
Jak pan Tusk chciał zrobic tak zwany skok na kase - czyli mianował kuratora do PZPN, to po przegraniu tej małej batalijki z UEFA, społeczeństwo pogłaskało go po główce i mówi dobry Tusk dobry. Nic sie nie stało - chciał dobrze.
Co za wierutne brednie.
Thursday, December 4, 2008
Martial law
Kazdy to wie, ale dzis nie o tym bede pisał.
Napisze za to o tym jak to w tvn - czyli bzdury tv, przedstawiony został w 2oo6 roku ten temat.
poniżej materiał.
Tomasz Sianecki to mój ulubiony telewizyjny sciemniacz.
Ten koles potrafi tak powiedziec , zeby nic sensownego z tego nie wynikało.
Powie o taksówkarzach, pogodzie...
Wszystko jasne. - A jak to sie ma do stanu wojennego.
A najlepszy jest tytuł tego pseudo felietonu -"Nocna zmiana".
Hmm...
O dziwo tak jak znienawidzony przez SB-ków film o tym jak to w 1992 Wałęsa i Pawlak zapoczątkowali rozkradanie Polski.
Widocznie trzeba rozmazac obraz z tego filmu i zmienic skojarzenia.
Cóz ciemny lud pójdzie na wszystko. - co mu sie wciśnie w tv.
Wystarczy tylko jakiś przystojny redaktor czy dobrze ubrana w modna sukienke prezenterka.
Najpiekniejsza w tym wszystkim jest pueta tego pseudo dziennikarza chodnikowej telewizji kłamstw.
Najciekawsze jest to jak pan Sianecki zauwaza ze gazety pisały o tym co zwykle ,czyli " o niczym" w telewizji nic ciekawego... hm ciekawe co powiedza o nas nasze wnuki w wolnej polsce, jesli takiej dożyjemy oczywiscie. Pewnie ze takiej propagandy tv ludzkośc nigdy wczesniej nie przeżyła...
Ironia .
A najlepszy jest komentarz - naciągany oczywiscie pod tytuł - na zakonczenie.
Zenada i jeszcze raz żenada.
A teraz jeszcze taki filmik na wesoło, z całkiem innej beczki.
Chociaż moze nie do końca :)
Gdzie my są....?
Wednesday, December 3, 2008
Biurocracy
Jednak pragne zwrócić uwagę na pewne tematy.
Nie dawno rozważaliśmy z kolegami nad taka o to kwestia..
Skoro istnieje bezrobocie to moze niech powstanie kilka nowych urzędów pracy - zatrudni sie w nich wszystkich bezrobotnych i po problemie.
Wszyscy będa pracowac.
No cóż każdy głupi zauwazy jak bezsensowny jest to pomysł, a jednak czas kiedy tak było dopiero nie dawno odszedł. Do tej pory ludzie narzekają bo nie maja pracy, a było tak pieknie. Czy sie siedzi czy sie leży tysiąc złotych sie należy.
Nie rozumiem też takiej potrzeby posiadania pracy.
Człowiek nie jest stworzony do pracy - gdyby był nie wynalaźłby koła tylko ciągnął za soba te tobołki dla przyjemności.
Człowiek idzie do pracy nie po to ze to lubi tylko po to by zarabiac pieniądze które sa wymienialne na dobra których potrzebuje do życia, czy chociaż do egzystencji.
Te dwa słowa znaczą własciwie to samo jednak co mądrzejsi rozumieja o co mi chodzi.
A wracając do tematu w tytule. Własciwie to nie wracam a rozpoczynam bo o biurokracji to jeszcze nic nie napisałem.
Niestety najgorsze w systemie okupowanym przez urzedników jest nie to ze trzeba im płacic za przeżucanie papierków i utrudnianie nam życia - bo to bedzie jakies 20 gr. , a najgorsze jest to ze oni , pewnie z nudów, wymyslają co raz to nowsze głupoty - to ich durne rozporządzenia ciągna i rozlegulowują gospodarke.
Kto kiedykolwiek był w urzedzie jakimkolwiek rozumie o czym mówie.
A przecież urzednik biedny - nie zarabia duzo, a decyduje o sprawach za 100 mln.
To trudno sie dziwic ze weźmie łapówke.
W tym kraju zarabiaja tylko ci którzy osiągną wiecej dając łapówke niz mogliby osiągnąc na wolnym rynku.
Na szczeście jeszcze jest szara strefa - bez niej polska idzie nadno pod cieżarem podatków i obłudy urzędników.
A teraz dwa takie skecze Monthy Pythona :
I o pewnym ministerstwie, kto wie moze nasi urzednicy wymysla cos podobnego...
O ile to ponizej to tylko satyra to żeczywiscia moze sie okazac bliższa niz nam sie wydaje
Tuesday, December 2, 2008
Universal soldier
Monday, December 1, 2008
Night watch
I jak pięknie pan Wałęsa - agent - uporał sie z akcja oczyszczania SB i agentów PRL z życia publicznego.
Prosze zauważyc ze nadal siedzą na tych samych stołkach ci sami łajdacy...
Tusk, Pawlak - głupi przyczepa / pasuje do każdego rządu/, a i najciekawsze..
Kto relacjonuje dla PRL TV wszystkie wydarzenia...
Tak pan Tomasz Lis - agent SB , chyba bo raczej nie ABW.
W telewizji za komuny mogli wystepowac tylko i wyłacznie agenci, nie zadni TW - poprostu AGENCI SB.
Niektórzy do teraz siedza w tv...
Dzień dobry prawdo.
Jakby ktoś nie zauwazył to pan naczelny redaktor Gazety Wybiórczej pan Michnik zna dokładnie wszystkich agentów. Gdyby ich ujawnic nie miałby asów w rekawie... i koniec gierki.
Pewnie nikt już nigdy nie powie sprawdzam.
Od momentu kiedy menel Pawlak został premierem komuniz po krótkich perturbacjach wrócił ładnie na znany grunt Polski.
FILM "NOCNA ZMIANA"
i jeszcze takie słowa pewnego księdza a nazistowskich niemczech:
kiedy Naziści zaatakowali komunistów poczuł się trochę nieswojo, ale w końcu nie był komunistą, więc nie zrobił nic; potem zaatakowali socjalistów, i poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, lecz jak poprzednio ponieważ nie był socjalistą, więc nie zrobił nic; później zaatakowali szkoły, prasę, Żydów itd. I za każdym razem czuł się coraz bardziej nieswojo, lecz nadal nic nie robił. Pewnego dnia Naziści zaatakowali kościół, a ponieważ był duchownym, coś w końcu zrobił – lecz wówczas było już za późno.
